Dziwne nowego początki

Witaj, internetowy Wędrowcze!
Rozgość się w moim małym jubilerskim świecie. Czego możesz się tu spodziewać?
Zapewne nieco złotniczych ciekawostek, historii o zmaganiach z materią (bo przecież nieraz robię coś na przypale, więc czemu mam się tym nie podzielić XD), materiałów zza kulis, opowieści z podróży małych i dużych, a co więcej..? Czas pokaże.
Zaczynając przygodę z jubilerstwem właściwie nie spodziewałam się niczego, z czym obecnie przychodzi mi się mierzyć. Robienie biżuterii było niewinnym hobby, sposobem na zajęcie rąk i głowy, by z odmętów wyobraźni wydobyć przestrzenne formy i stworzyć niewielkie ozdoby dla siebie oraz ludzi, których chciałam obdarować kawałkiem swej twórczości. Raczej nie spodziewałam się, że zaprowadzi mnie to do tego czasoprzestrzennego momentu, w którym właśnie się znajduję - bo oto siedzę z laptopem na kolanach i składam kolejne zdania pierwszego artykułu na blogu. Przypuszczam nawet, że oto dzieje się naturalna kolej rzeczy - bezwiednie poszukiwałam miejsca, w którym mogłabym dzielić się swoimi przemyśleniami i gdzie nie zagubiłyby się one w bezdennych odmętach social mediów.

Momenty zwrotne przychodzą z zaskoczenia
Decyzja o rozpoczęciu bloga wynikła chyba z potrzeby zmian - przez długi czas moja praca skupiała się niemal wyłącznie na biżuterii personalizowanej, która - choć twórcza - nie dawała mi dostatecznie mocno rozwinąć skrzydeł. A jako osoba o silnej potrzebie ekspresji bardzo chciałabym mieć nieograniczoną swobodę twórczą i wprowadzać w życie nawet najbardziej śmiałe projekty.
Do tego dochodziły elementy mocno prozaiczne, jak chociażby stres: jestem osobą z natury introwertyczną, więc kontakt z klientami to dla mnie niemałe wyzwanie, a zawsze staram się moim klientom oferować w trakcie realizacji projektów najlepszą opiekę, na jaką tylko mnie stać (za co zresztą otrzymywałam od Was wielokrotnie ogromne pochwały). Poza tym dla mnie emocje nie kończyły się na wysłaniu zamówienia, wielokrotnie z niepokojem oczekiwałam na wieści, czy powiedziała "tak", niemal jakby to były moje własne zaręczyny.

Ponadto w ostatnich miesiącach uświadomiłam sobie, że cierpię na deficyt energii i brak mi miejsca na nowe rzeczy - ponieważ niemal całą uwagę skupiałam na Was, Waszych historiach i potrzebach, swoje własne plany i pomysły spychałam na dalszy plan, nie zauważając, że po cichu coś we mnie obumiera. Wizja frustracji z powtarzalności i braku wolności twórczej zdała się na tyle realistyczna, że zdecydowałam się na ten trudny, ale bardzo potrzebny krok.
Co będzie dalej?
Zobaczymy.
Pozdrawiam cieplutko!

